Annie

Annie

sobota, 21 grudnia 2013

Szklane serce: Rozdział I

Boję się. Na przemian słyszę krzyki kobiety i mężczyzny. Potrafię je rozpoznać. Uwierzcie, że znam się na krzykach. Ja nie krzyczę. Nawet, gdy ktoś tu przychodzi. Nie chcę zwracać na siebie uwagi. Wystarczy, że oni to robią.
Cierpię. Łączę się w bólu z tymi, którzy są w celach obok mnie. Gdy siedzę w kącie z zamkniętymi oczami i zasłoniętymi uszami, nadal ich słyszę. Nie chcę tego.
Pragnę poczuć ten zapach, który przychodził do mnie zawsze, gdy byłam w JEGO ramionach. Teraz czuję tylko krew. Nie jest to zapach, który działa kojąco. Tylko demonów doprowadza do ekstazy.
Nie wiem ile tu jestem. Próbowałam liczyć dni kierując się posiłkami, ale czasem je dostaję, a czasem nie. Myślę jednak, że przychodzą tu codziennie. Wiadomo dlaczego...
Nic nie wiem. Finnick nic mi nie mówił o rebelii. Wiedzą to. Czy naprawdę tortury sprawiają im taką przyjemność? Nie ograniczają się. Czasem wyświetlają mi JEGO. Tracę zmysły. Nie chcę słyszeć JEGO krzyków, widzieć bólu na JEGO twarzy i czuć JEGO strachu. Tak wiele przeze mnie traci...
Oglądałam igrzyska. Często puszczają mi momenty, w których ktoś cierpi. Mags najczęściej się tam pojawia. Zgłosiła się za mnie i przez to umarła. Bawi ich to jak wiję się na ziemi błagając by przestali pokazywać mi jej śmierć. Poczucie winy ani na moment mnie nie opuszcza. Wtedy nie mogę pohamować mojego bólu, a oni bestialstwa. Myślę wtedy o tym co powiedział Finnick na prezentacji. Dodaje mi to siły i częściowo odgania bestie próbujące dostać się do mojego umysłu. Mam dla nich złą wiadomość. Jak tylko wejdą, pochłonie ich szaleństwo doprowadzając mnie do głębszego obłędu.
Nie czuję nic. Ból ustaje. Krzyki ustają. Moje serce przestaje płakać krwawymi łzami. Jest inaczej. Ciszej. Spokojniej. Nie działa to na mnie kojąco. To zwiastuje niebezpieczeństwo czarnej otchłani nieświadomości. Zamykam oczy. Odpływam.
Delikatnie otwieram oczy. Ktoś niesie mnie do wyjścia. Najwyraźniej się śpieszy. Czy to anioł, który chce mnie zaprowadzić do krainy śmierci? Widzi, że odzyskuję świadomość.
- Spokojnie. Jestem Gale Hawthorne. - mocniej oplata mnie ramionami jakby się bał, że to ja mogę odlecieć. - Zabiorę cię do Finnicka.
To imię daje mi zastrzyk nadziei. Spotkam go. Naprawdę do spotkam! Mam ochotę krzyczeć z radości lecz z moich ust wydostaje się tylko jęk. Zaczynam płakać. Tym razem nie histerycznie. Cieszę się. Pierwszy raz odkąd tu jestem, naprawdę się cieszę.
Nie wiem dokąd mnie zabierają. Mogę mieć tylko nadzieję, że Gale nie kłamał. W moim sercu nie ma miejsce na kłamstwo i niesprawiedliwość. Finnick mówi, że walczy o to by było tak wszędzie. Jemu mogę zaufać. A tym ludziom, którzy mnie stąd zabierają? Powinnam.
Czuję się wolna choć to pewnie mylne wrażenie. Zabierają mnie z jednej celi do drugiej obiecując lepsze perspektywy, ale nikt jeszcze nie sprawił bym dobrowolnie weszła do jakiejkolwiek celi oprócz Finnick'a. On zamknął mnie w swoim sercu i nie zamierza wypuścić. Ja nie zamierzam uciekać.
Przypominam sobie pożegnanie przed igrzyskami. Pogłaskał mnie delikatnie po policzku. Ja zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego oczy. Obejmował mnie w talli, a ja jeszcze bardziej przysuwałam się do niego jakby to mogłoby go uratować przed igrzyskami.
- Nie odchodź. Błagam. - mówiłam przerażona.
- Nie odchodzę. Muszę tylko na jakiś czas wyjechać. Wrócę. -pocałował wtedy moją dłoń i starł łzę z mojego policzka.
- Nie zostawiaj mnie!
- Przecież zawsze będziesz ze mną, a ja z tobą. Nie opuścimy siebie nawet gdybyśmy bardzo chcieli. Wkradłaś się do mojego serca więc nie myśl, że tak po prostu się rozstaniemy.

Finnick wtedy sprawił, że niepokój zniknął. Wiedział, że jedynie nadzieja jest silniejsza od strachu.