Boję się. Na przemian słyszę krzyki
kobiety i mężczyzny. Potrafię je rozpoznać. Uwierzcie, że znam
się na krzykach. Ja nie krzyczę. Nawet, gdy ktoś tu przychodzi.
Nie chcę zwracać na siebie uwagi. Wystarczy, że oni to robią.
Cierpię. Łączę się w bólu z
tymi, którzy są w celach obok mnie. Gdy siedzę w kącie z
zamkniętymi oczami i zasłoniętymi uszami, nadal ich słyszę. Nie
chcę tego.
Pragnę poczuć ten zapach, który
przychodził do mnie zawsze, gdy byłam w JEGO ramionach. Teraz czuję
tylko krew. Nie jest to zapach, który działa kojąco. Tylko
demonów doprowadza do ekstazy.
Nie wiem ile tu jestem. Próbowałam
liczyć dni kierując się posiłkami, ale czasem je dostaję, a
czasem nie. Myślę jednak, że przychodzą tu codziennie. Wiadomo
dlaczego...
Nic nie wiem. Finnick nic mi nie mówił
o rebelii. Wiedzą to. Czy naprawdę tortury sprawiają im taką
przyjemność? Nie ograniczają się. Czasem wyświetlają mi JEGO.
Tracę zmysły. Nie chcę słyszeć JEGO krzyków, widzieć
bólu na JEGO twarzy i czuć JEGO strachu. Tak wiele przeze
mnie traci...
Oglądałam igrzyska. Często puszczają
mi momenty, w których ktoś cierpi. Mags najczęściej się
tam pojawia. Zgłosiła się za mnie i przez to umarła. Bawi ich to
jak wiję się na ziemi błagając by przestali pokazywać mi jej
śmierć. Poczucie winy ani na moment mnie nie opuszcza. Wtedy nie
mogę pohamować mojego bólu, a oni bestialstwa. Myślę wtedy
o tym co powiedział Finnick na prezentacji. Dodaje mi to siły i
częściowo odgania bestie próbujące dostać się do mojego
umysłu. Mam dla nich złą wiadomość. Jak tylko wejdą, pochłonie
ich szaleństwo doprowadzając mnie do głębszego obłędu.
Nie czuję nic. Ból ustaje.
Krzyki ustają. Moje serce przestaje płakać krwawymi łzami. Jest
inaczej. Ciszej. Spokojniej. Nie działa to na mnie kojąco. To
zwiastuje niebezpieczeństwo czarnej otchłani nieświadomości.
Zamykam oczy. Odpływam.
Delikatnie otwieram oczy. Ktoś niesie
mnie do wyjścia. Najwyraźniej się śpieszy. Czy to anioł, który
chce mnie zaprowadzić do krainy śmierci? Widzi, że odzyskuję
świadomość.
- Spokojnie. Jestem Gale Hawthorne. -
mocniej oplata mnie ramionami jakby się bał, że to ja mogę
odlecieć. - Zabiorę cię do Finnicka.
To imię daje mi zastrzyk nadziei.
Spotkam go. Naprawdę do spotkam! Mam ochotę krzyczeć z radości
lecz z moich ust wydostaje się tylko jęk. Zaczynam płakać. Tym
razem nie histerycznie. Cieszę się. Pierwszy raz odkąd tu jestem,
naprawdę się cieszę.
Nie wiem dokąd mnie zabierają. Mogę
mieć tylko nadzieję, że Gale nie kłamał. W moim sercu nie ma
miejsce na kłamstwo i niesprawiedliwość. Finnick mówi, że
walczy o to by było tak wszędzie. Jemu mogę zaufać. A tym
ludziom, którzy mnie stąd zabierają? Powinnam.
Czuję się wolna choć to pewnie mylne
wrażenie. Zabierają mnie z jednej celi do drugiej obiecując lepsze
perspektywy, ale nikt jeszcze nie sprawił bym dobrowolnie weszła do
jakiejkolwiek celi oprócz Finnick'a. On zamknął mnie w swoim
sercu i nie zamierza wypuścić. Ja nie zamierzam uciekać.
Przypominam sobie pożegnanie przed
igrzyskami. Pogłaskał mnie delikatnie po policzku. Ja
zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego oczy. Obejmował mnie w
talli, a ja jeszcze bardziej przysuwałam się do niego jakby to
mogłoby go uratować przed igrzyskami.
- Nie odchodź. Błagam. - mówiłam
przerażona.
- Nie odchodzę. Muszę tylko na jakiś
czas wyjechać. Wrócę. -pocałował wtedy moją dłoń i
starł łzę z mojego policzka.
- Nie zostawiaj mnie!
- Przecież zawsze będziesz ze mną, a
ja z tobą. Nie opuścimy siebie nawet gdybyśmy bardzo chcieli.
Wkradłaś się do mojego serca więc nie myśl, że tak po prostu
się rozstaniemy.
Finnick wtedy sprawił, że niepokój
zniknął. Wiedział, że jedynie nadzieja jest silniejsza od
strachu.