Annie

Annie

niedziela, 12 stycznia 2014

Szklane Serce: Rozdział III

Dni zlewają się w całość. Rzeczywistość przysłania mi wszystko. Ludzie ciągną mnie w różne strony oczekując, że będę posłusznie odpowiadać „tak, wszystko w porządku”, „tak, zrozumiałam zasady”, „tak, zastosuję się do tego”. Boję się. Jesteśmy pod ziemią i nie mogę nigdzie ulecieć, bo każda próba kończy się upadkiem w ramiona szarości podziemi. Moje skrzydła nie uniosą mnie przez masę zakręconych korytarzy, wind i schronów. Poprosiłabym anioła o pomoc, ale jego skrzydła nie dadzą rady unieść i mnie. Za bardzo poświęca się temu wszystkiemu, wolności i kosogłosowi. Musimy wygrać wojnę.
Przez te wszystkie dni sama z sobą toczyłam wojnę by nie uciec z komnaty nudy w ramiona Finnick'a. Nie mogę jednak przekładać własnego szczęścia ponad innych. On jest potrzebny im, ludziom nienawiści, którzy walczą o swoje dobro.
Teraz leżę w stanie niemocy całkiem sama marząc o pocałunku, dotyku, czy choćby jednemu słowu , które szepnie mi do ucha z czułością i delikatnością. Brakuje mi spojrzenia kogoś, kto nie patrzyłby na mnie z pogardą twierdząc, że jestem niepoczytalna.
Wychodzę. Duszę się w tym pomieszczeniu. Nie mogę błagać o oddech. Nie chcę by cokolwiek przejęło nade mną kontrolę.

Z każdym krokiem na pustym korytarzu czuję zimny oddech na karku. Jeden. Dwa. Trzy. Trzy kroki wystarczą bym zdała sobie sprawę, że stukot wywołany przez uderzenie butów o podłogę nie należy do mnie. Ja idę boso. 
Przyciskam się do ściany i zamykam oczy. Moja klatka przestaje się unosić, bo zatrzymuję oddech.     
- Annie? - słyszę kobiecy, ale dość szorstki głos- Co ty tu robisz? 
Wyczuwam, że osoba, która mnie obserwuje jest dość niepewna i zapewne zachowuje dystans. Na pewno nie jest bardziej przestraszona ode mnie. 
- Pomóc ci w czymś? 
Próbuję zidentyfikować kobietę, ale jest to trudne zwłaszcza, że przez ostatnie kilka dni ludzie byli dla mnie tylko cieniami. Lekko otwieram oczy, ale po chwili rozszerzam je bardziej, gdy zdaję sobie sprawę, że mam przed sobą symbol rebelii, Katniss Everdeen. Nie chcę by mnie gdzieś zabierała. Inni zawsze tak robili widząc mnie na korytarzu. Osuwam się na ziemię by trudniej byłoby odciągnąć mnie stąd. 
- Nie chcę ci zrobić krzywdy. - odzywa się ponownie - Chcę tylko z tobą porozmawiać. 
Kłamie. Nigdy ze sobą nie rozmawiałyśmy więc dlaczego miałybyśmy zrobić to teraz?
- Finnick wiele mi o tobie opowiadał. - A jednak chce spróbować. - Bardzo za tobą tęsknił, wiesz? Musi cie bardzo kochać skoro robił wszystko kosztem siebie byś była bezpieczna. 
Przerywa na chwilę, podchodzi parę kroków w moją stronę i siada na przeciwko mnie. 
- Może chciałabyś mi o czymś opowiedzieć. Bardzo ciekawi mnie wasze pierwsze spotkanie. 
Uśmiecham się. To chętnie opowiem. 
- Spacerowałam po plaży. Wiał straszny wiatr, a słońce przysłaniały chmury. Nie przeszkadzało mi to jednak w moczeniu nóg. Wtedy jeszcze nie umiałam pływać więc nie oddalałam się od brzegu. Nasz dystrykt był na prawdę pięknym miejscem, ale i niebezpiecznym. Zapatrzyłam się w morze. Było niesamowite. W tamtej chwili marzyłam o tym, by unosząc się na falach, uciec stamtąd od niebezpieczeństwa. Natura jest bardzo inteligentna. Wysłuchała moje ciche życzenie. Potknęłam się o kamień, a wielka fala zabrała mnie na głębszą wodę. - mówię co raz głośniej i śmielej. Brakowało mi zwykłego wygadania się, a Katniss sprawia wrażenie zainteresowanej moją historią. - Byłam przerażona. Machałam rękoma i nogami na oślep byle się tylko wynurzyć. Walczyłam o oddech. Nieudolnie. Wtedy go usłyszałam. Objął mnie ramionami i wnurzył. Mieliśmy po osiem lat, a on zdołał mnie uratować odstawiając na brzeg. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że drżenie mojego ciała jest spowodowane nie strachem, tylko zimnem. Zabrał go. Zabrał mój strach.
Nagle słyszę irytujący dźwięk dobiegający z kombinezonu Katniss. Patrzę na nią pytająco, a ona wyjmuje tylko jakieś urządzenie i mówi, że już zaraz będzie. Po chwili zwraca się do mnie wyciągając dłoń.
- Muszę załatwić parę rzeczy. Mogłabyś tam ze mną pójść i poczekać chwilę? Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu. 
Kiwam głową przytakująco i wstaję. Daję się jej poprowadzić na inny korytarz. Nie idziemy długo choć musiałyśmy przejechać się windą. Nie byłam jeszcze w tym miejscu więc jestem zaniepokojona. Wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia. Moim oczom ukazuje się niewielka sypialnia. Jedynymi meblami tutaj są dwie szafki i łóżko. Charakterystyczną częścią pomieszczenia jest czarna szyba, przez którą nie mogę nic zobaczyć. 
Nie mówię nic, bo Katniss znika z mojego pola widzenia. Obracam się, ale zamykające się drzwi na dobre utrudniają mi określenie, gdzie ona jest. Zostałam sama. Dlaczego mnie tu zostawiła? 
Po chwili wszystko staje się dla mnie jasne, a głos wydobywający się z megafonu tylko mnie w tym utwierdza. 
- Proszę zachować spokój pacjentko Cresta. 


sobota, 4 stycznia 2014

Głoskółka #1

Przepraszam, że oczekiwanie na rozdział tak długo trwa, ale z przykrością muszę stwierdzić, że będę mogła go dodać dopiero za tydzień, bo mam strasznie dużo nauki i nie jestem wstanie napisać czegoś co będzie dało się przeczytać już teraz.